środa, 12 listopada 2014

Heroes of 9/11

Drodzy moi,

poniżej mój stary tekst o bohaterach 11 września. Ani to dobrze napisane, ani to jakieś odkrywcze. Po prostu zbiór faktów o tym, jak Amerykanie traktują tych, którzy zginęli ratując ludzi po atakach terrorystycznych w Nowym Jorku. 


„The nation sends its love and compassion to everybody who is here. Thank you for your hardwork. Thank you for makin' the nation proud, and may God bless America.”1 - w tych słowach zwrócił się do strażaków George W. Bush w trzy dni po atakach terrorystycznych na World Trade Center. Ubrany nieoficjalnie, stojący na gruzach prezydent w kilku słowach wyraził swoją wdzięczność tym, którzy nieustannie szukali rannych, odkopywali ciała narażając się tym samym na utratę zdrowia lub życia. Według oficjalnych danych 341 strażaków i 2 ratowników medyczych2 zginęło pod gruzami WTC pomagając innym. Kolejni zostali zmuszeni do odejścia z pracy ze względu na choroby m.in. płuc, których bezpośrednią przyczyną było stałe przebywanie wśród kurzu i dymu na Ground Zero3. Pojawia się wiele pojedynczych nazwisk osób, które ze szczególnym heroizmem służyli innym. Wśród nich byli nie tylko pracownicy służb federalnych czy stanowych, ale także ludzie zatrudnieni w World Trade Center czy emerytowani wojskowi. Amerykanie do dziś pielęgnują pamięć nie tylko o ofiarach ataków, ale także o tych, którzy uratowali życie innym, a sami polegli. Od koncertów, przez maratony po dziesiątki nagród. Kim są bohaterowie? Jak oddaje się im cześć dzisiaj?
Mam w pamięci obraz ekranu telewizora, na którym było widać samolot uderzający w wieżę, kłęby dymu i molową melodię w tle. Można sobie tylko wyobrazić atmosferę jaka panowała wtedy na Manhattanie. Steven Salzano w tamtym czasie pracował w w nowojorskim oddziale straży pożarnej ulokowanym na Brooklynie. Tego dnia zakończył już zmianę, gdy zadzwoniła żona mówiąc o ataku. Gdy jego oddział przyjechał na miejsce widoczność była ograniczona do ok. 9 metrów.4 Sam Salzano przyznaje, że to, co widzieli na Manhattanie różnie odbiło się na dalszym życiu jego kolegów: niektórym udało się wrócić do normalnego życia, na innych pozostawiło to trwały ślad w psychice. Historii, jak ta opublikowana w „The Christian Post”, są setki, każda ma w sobie cząstkę osobistej tragedii. W jednostce, o której mowa rokrocznie odbywają się uroczystości upamiętniające sześciu strażaków, którzy zginęli przy ruinach WTC.
W 2011 odznaczono tytułem „American Hero Dog” labradora imieniem Roselle. Pies wyprowadził swojego własciciela z walącego się budynku. Jak relacjonuje sam uratowany, Roselle ani na moment nie straciła koncentracji, wiedziała dokąd idzie, nie ociągała się. Dzięki niej Michael Hingson uciekł z miejsca pewnej śmierci przez tunel metra. „Ona uratowała mi życie” napisał Hingson.5 Pies, który de facto wykonywał swoją „pracę” - był przewodnikiem niewidomego, został zapamiętany i uhonorowany. Niesamowity instynkt zwierzęcia uchronił jedno, bardzo cenne, życie ludzkie.
Osobą, która powinna kojarzyć się z heroizmem 9/11 był ksiądz Mychal Judge OFM, katolicki zakonnik z Zakonu Braci Mniejszych (franciszkanie).

Victim 0001 - '9/11 Pieta'
Wielu uważa, że to co zrobił powinno zostać uczczone wyniesieniem go na ołtarze. Ojciec Judge, gdy tylko dowiedział się o ataku pospieszył do WTC i w Wieży Północnej błogosławić strażaków i ratowników oraz udzielać ostatniego namaszczenia. Wkrótce po tym drugi samolot uderzył w budynek, spadający gruz śmiertelnie ranił ojca Judge. Ciało kapelana nowojorskich strażaków zostało wyniesione z ruin WTC, został „ofiarą 0001”, a zdjęcie ratowników niosących go obiegło świat. Stał się nie tylko symbolem bohaterstwa 9/11, ale także bezinteresownego pomagania innym ludziom. Kilka chwil we wrześniu 2011 zwróciło oczy świata na działalność, jaką prowadził wcześniej, na całe dobro, którego dokonał. Film „Saint of 9/11”6 opowiada ożyciu, pracy i drodze do świętości ojca Mychala. Ujawnienie faktu, że nie krył wśród znajomych swojego homoseksualizmu spowodowało, że stał się też ikoną środowiska gejów. Według twórców filmu ostatnie jego słowa brzmiały: „Jezu, proszę zakończ to! Boże, zakończ to” mogą uświadamiać ludziom, że bał się tak samo jak wszyscy inni. Jednak tutaj tkwi tajemnica jego bohaterstwa: pokonał lęk i poszedł ryzykując życie, aby służyć innym.
Three pieces of steel from the tangled debris of the World Trade Center were entrusted to the church of saint Francis of Assisi following the horrific terrorist attacks on September 11, 2001, which killed 2,751 people.
This memorial to all the victims -
including Fr. Mychal Judge, O.F.M., a New York Fire Departament chaplain,
and Carol LaPlante, a secular franciscan and parishioner
- summons the grief and unspeakable sadness of that tragic morning.
A single golden rose rises gently from the mass of contorted steel and transcendens the sensless brutallity with an enduring promise of hope.

Kiedy jest mowa o bohaterskich ratownikach nie może zabraknąć Ricka Rescorla. Jeden z portali internetowych nazwał go „człowiekiem, którzy przewidział 11 września”.7 Historia życia tego człowieka od samego początku naznaczona była odwagą, heroizmem i poświęceniem dla innych. Bohater książek, wielu artykułów prasowych oraz filmów dokumentalnych pracował jako wiceszef ochrony Morgan-Stanley/Dean-Witter, największego najemcy WTC.8 Wcześniej służył w Wietnamie. W 1993 roku, podczas ataku bombowego w WTC, pracował w ochronie budynku. Od tamtego czasu planował schemat ewakuacji w razie kolejnego zamachu. Próbował przekonać włodarzy miasta i budynku, że należy podnieść standardy ochrony, jednak polecono mu zajęcie się protekcją swojego obszaru pracy.9 Dwa razy do roku przeprowadzał ćwiczenia ewakuacyjne. Jestem przekonana, że niejednego ówcześnie denerwował takim zachowaniem. Jednak, gdy nastąpiła ta chwila, która zmieniła USA i Amerykanów, był gotowy. Jego „wizjonerstwo”, umiejętność chłodnej oceny sytuacji uratowała ok 2 700 ludzi! Gdy wrócił do środka po kolejnych budynek zawalił się, Rescorla zginął ratując innych. Wypowiedzi jego małżonki oraz dzieci potwierdzają, że był wielkim człowiekiem. Rodzina jest dumna, że żyli tak blisko bohatera. Cytowana przez Yahoo! News córka, Kim, powiedziała: „To była część tego, kim był mój ojciec. Został, by pomagać ewakuować ludzi z budynku w 1993 i nie mógłby postąpić inaczej tamtego dnia”.10 Na stronie internetowej poświęconej Rickowi oddano hołd nie tylko jemu, ale także wszystkim tym, którzy polegli w czasie ataków. W Cornwall w Wielkiej Brytanii, rodzinnym mieście Rescorli, stoi tablica upamiętniająca tego człowieka.
Ojciec Mychal Judge czy Rick Rescorla to tylko przykłady osób, które mimo ogromnego ryzyka weszli na teren WTC, aby pomagać innym. Jest też kilkuset innych strażaków i ratowników, których nazwiska przewijają się przez wiele artykułów, książek, filmów, które upamiętniają ten wrześniowy dzień. Oni wszyscy istnieją w pamięci Amerykanów jako „9/11 Heroes”. Powstało wiele inicjatyw, które mają utrzymać pamięć o nich i na wiele różnych sposobów oddać im należny hołd.
Już 21 września 2001 najwięksi artyści sceny muzycznej wystąpili w koncercie America: A Tribute to Heroes. Zebrane w jego czasie pieniądze trafiły do osób, które ucierpiały wskutek ataków. Na scenie pełnej świec, przy komentarzach odwołujących się do wielkości i wspaniałości narodu amerykańskiego przekazywanymi przez najsławniejszych aktorów i aktorki, zabrzmiały utwory liryczne i wzruszające, ale także te patriotyczne (God bless America w wykonaniu Celine Dion). Transmitowano go w sześciu największych stacjach, zrezygnowano na ten czas z najbardziej popularnych i dochodowych programów, aby przez dwie godziny uczcić pamięć poległych. 11 Prestiżowy magazyn The Rolling Stone umieścił ten koncert na liście momentów, które zmieniły rock'n'rolla. Miesiąc później odbył się kolejny wielki koncert z udziałem najznamienitszych muzyków, który zorganizował sam sir Paul McCartney. 20.11.2001 w Madison Square Garden zaśpiewano i zagrano pod hasłem A Concert for New York City. Koncert ten szczególnie miał upamiętnić tych, którzy jako pierwsi zjawili się na miejscu tragedii, aby nieść pomoc.
Fundacja Travisa Maniona każdego roku organizuje 9/11 Heores Run. W wielu miastach w USA odbywają się wyścigi, których celem jest zjednoczenie ludzi, upamiętnienie poległych, zbiórka pieniędzy dla ofiar i ich rodzin.12 W Colorado odbywa się podobny bieg, który co roku rozpoczyna się odśpiewaniem amerykańskiego hymnu o 8:46, godzinie pierwszego uderzenia w WTC.13 Obie inicjatywy mają podobne cele. Oprócz tego demonstrują patriotyzm i to, jak ważni dla narodu są bohaterowie z 11 września.
9/11 Memorial - Ground Zero, NYC

Istnieje strona internetowa14, gdzie ludzie mają możliwość dodać wspomnienie o osobie, która była 11.09.2001 w Nowym Jorku i służyła innym. Jest mowa o synach, matkach, ojcach, ludziach, którzy zostawili swoje rodziny. 12 lat po tragedii wpisów przybywa. Jakby nigdy nie było dość mówienia o tych, którzy w tak tragicznym dniu postanowili zaryzykować swoim życiem, aby zupełnie obcy im ludzie mogli wrócić do domu.
Im więcej czytałam o bohaterach 11 września i im więcej szukałam, tym więcej nowych nazwisk i zdjęć się pojawiało. Temat uhonorowania strażaków, policjantów, detektywów, księży i pastorów służących na Ground Zero nigdy się nie kończy. Co roku we wrześniu powstają kolejne inicjatywy mające na celu zatrzymanie ich w pamięci. Myślę, że to sposób na udowodnienie sobie, mówię tu o Amerykanach, że ciągle istnieją ludzie, którzy gotowi są strzec kraju do „ostatniego tchu” i mimo wszystko. Być może jest też formą terapii, ciągłego przypominania sobie, że dzięki pracy i poświęceniu tak wielu osób rozmiar tej tragedii zamknął się na ponad trzech tysiącach osób, że nie zginął nikt więcej.
Mam nadzieję, że nigdy nie przestaną istnieć ludzie, którzy bezinteresownie będą przypominać ludziom na całym świecie, nie tylko w USA, że 11 września 2001 roku tak wielu zginęło, aby tysiące mogły przeżyć.




1Bush, G.W., Bullhorn Address to Ground Zero Rescue Workers, 14.09.2001, Nowy Jork, źródło: http://www.americanrhetoric.com/speeches/gwbush911groundzerobullhorn.htm, dostęp: 27.05.2013
2Grady, D., Threats and responses: rescuer's health; Lung ailments may force 500 firefighters off job [w:] „The New York Times”, 10.09.2002, źródło: http://www.nytimes.com/2002/09/10/us/threats-responses-rescuer-s-health-lung-ailments-may-force-500-firefighters-off.html, dostęp 28.05.2013
3Grady, D., Threats and responses..., tamże
4Funaro, V., 9/11 Heroes: A Fireman's Story [w:] „The Christian Post”, 10.09.2011, źródło: http://www.christianpost.com/news/9-11-heroes-a-firemans-story-55397/ , dostęp: 28.05.2013
5Dog who saved owner on 9/11 named American Hero Dog, źródło: http://www.today.com/id/44615382/ns/today-today_pets/t/dog-who-saved-owner-named-american-hero-dog/#.UaiSxkD0Edh , dostęp: 25-05-2013
6Holsten, G., Saint of 9/11, USA 2006
7Wisloski, J., A family remembers: Hero of 9/11 gave life to save thousands, Yahoo! News, 09.09.2011, źródło: http://news.yahoo.com/a-family-remembers--hero-of-9-11-gave-life-to-save-thousands.html , dostęp: 28.05.2013
8Rescorla, S., słowo powitalne na oficjalnej stronie internetowej poświęconej Rickowi Rescorla, źródło: http://rickrescorla.com/ , dostęp: 28-05-2013
9Tamże
10Wisloski, J., tamże
11Carman, J., Star-spangled benefit/Musicians, actors honor heroes, raise money for attack victims, 22.09.2001, źródło: http://www.sfgate.com/news/article/Star-spangled-benefit-Musicians-actors-honor-2875626.php , dostęp: 31.05.2013
12Oficjalna strona 9/11 Heroes Run, źródło: http://911heroesrun.com/page/the-foundation , dostęp: 31.05.2013
13Oficjalna strona American Heroes Run, źródło: http://myrunforamerica.com/Event_Details_NQXR.html , dostęp: 31.05.2013

piątek, 31 października 2014

Nowy Jork - wrażenie pierwsze

Nie pamiętam, kiedy moi znajomi zaczęli życzyć mi "Nowego Jorku" przy każdej okazji.
Nie pamiętam też, kiedy zaczęłam zbierać przewodniki o Nowym Jorku, prosić (bliższych lub dalszych) przyjaciół o pamiątki z Wielkiego Jabłka.
Powiedzmy, że zaczęło się to wszystko mniej więcej pięć lat temu, na rok przed maturą. Prawie 1/4 mojego życia upłynęła pod znakiem planowania wycieczek, wyobrażania sobie jak to tam jest, czytania książek, oglądania filmów, słuchania piosenek, w których tytule pojawia się


n e w y o r k c i t y


Absolutnie nic się nie zgadza z moimi wyobrażeniami. Wszystko jest o wiele lepsze, ładniejsze, większe, przyjaźniejsze. Nie mieści mi się w głowie, że przechadzam się ulicami, które do tej pory odwiedzałam na Google Maps. Nieustannie myślę jakich słów użyć, żeby dokładnie opisać te uczucia, ale nie umiem. 

W ciągu trzech wizyt w mieście niezliczona ilość obcych osób uśmiechnęła się przyjacielsko na ulicy, sprzedawcy zagadywali jak mi mija dzień, w sklepach, na których asortyment mnie nie stać czułam się jak w zwykłym H&M w Radomiu. Na początku* peszyłam się, nie wiedziałam co odpowiedzieć, myślałam, że się ze mnie śmieją, bo na kilometr widać, że ja nie stąd. Nic bardziej mylnego! Tak to już jest, że pytasz nieznajomych co u nich, mimo że znasz odpowiedź, a wszystkich traktujesz równo, nawet jeśli na każdym kroku widzisz nierówność społeczną, która aż wyciska łzy z oczu. 
*Nadal jestem niezręcznym pingwinem, który trochę bełkocze w odpowiedzi na 'how you doin''.

W piątek wybrałam się na Union Square, gdzie w Barnes&Noble jeden z moich ulubionych youtuberów podpisywał swoją książkę, ale niestety było tak dużo ludzi (<18), że nie dostałam się do środka. Pisk, krzyk, kolejka na trzy godziny stania - tak to wyglądało. Trochę zawiedziona ruszyłam w drogę powrotną na Penn Station. Po doświadczeniu jazdy metrem nowojorskim, nie chciałam za szybko wracać pod ziemię. Ciemno, brudno, dziwni ludzie wokół. Lepiej chodzić po powierzchni ziemi!

Empire Selfie of Mind

Ruszyłam Broadwayem w górę, znikąd wyłonił się przede mną budynek Flatiron, a na horyzoncie migały światła na Empire State Building. Byłam zupełnie zaskoczona i jednocześnie zafascynowana widokami nocą. Nie zwróciłam uwagi na to, którędy idę, wiedziałam tylko, że Broadwayem, nie myślałam o tym, co będę mijać po drodze. Cudowna niespodzianka!


Jutro wybieram się zobaczyć paradę halloweenową w Nowym Jorku. Moim przebraniem będzie mocny make up, każdy włos w inną stronę i peleryna z aksamitu. Coś na granicy między wampirem, a spooky au pair. Dziewczynkom podoba się mój pomysł na kostium, szkoda, że go nie zobaczą, bo zaraz po pracy się zmywam z Maplewood.

Notka miała być sentymentalna, bo spełnianie marzeń to uczuciowa rzecz, wiąże się z dziesiątkami emocji, które pojawiają się nagle. Oczywiście nie wyszło, bo oglądam za dużo content creators na YouTube. Obejrzyjcie kilka filmów Tylera Oakley, ThatcherJoe, PointlessBlog, Zoella, Marcus Butler, Troye Sivan etc. a będziecie wiedzieć o czym mówię.

Jakie plany na życie?
Poznać więcej osób, żeby mieć z kim wyjść gdziekolwiek i kiedykolwiek.
Odkrywać Nowy Jork, w najbliższych planach Empire State Building, Top of the Rock, Met, trasa graffiti Banksy'ego.
Zregenerować siły podczas dwóch długich i wolnych weekendów bez rodzinki w domu! W jeden weekend może pojadę do Bostonu, DC albo Philly.

Do niewątpliwych highlights ostatnich trzech tygodni należą spotkania z au pair, które poznałam w Internetach i fejsbókach, czyli z Olą, Karoliną, Iwoną, a jutro z Natalią.


Mam pytanie do Was, tak na sam koniec. Dawno temu na zajęcia napisałam esej o bohaterach 9/11. Chciałabym ten esej opublikować na blogu, ale zastanawiam się czy kogokolwiek by to zainteresowało. Poza tym szukam tematów, które mogłabym poruszyć na blogu, które nie do końca byłyby związane z samą pracą au pair, ale przede wszystkim z Amerykanami i USA. Odpada opisywanie świąt, bo to przereklamowany temat, a i dla mnie mało interesujący. Mam kilka pomysłów, ale jestem pewna, że wy macie lepsze. Czekam na odezwę od narodu!

Tymczasem piosenka ostatnich dwóch miesięcy. W oczekiwaniu na nową płytę moich ulubionych Brytyjczyków i jednego Irlandczyka niech moc będzie z Wami!


poniedziałek, 13 października 2014

Maplewood, NJ

Jak już wiecie mam najlepszą rodzinę goszczącą na świecie. Są przewspaniali, zupełnie inni od ludzi, z którymi chciałabym przebywać jeszcze rok temu, ale bardzo ich lubię. Cechuje ich przede wszystkim otwartość - począwszy od otwartości na drugiego człowieka i jego potrzeby, po otwartość na sztukę, kulturę innych krajów. Przy tym pozostają nadal twardo stąpającymi po ziemi ludźmi, którzy wiedzą, że życie nie idzie tak jak sobie zaplanujemy i czasem ma się ochotę wszystko rzucić w kąt. Rozumieją, że dzieci mogą doprowadzić do szaleństwa, ale trzeba zagryźć zęby, bo tak już jest. Trzeba się starać je okiełznać, ale dziecko to też człowiek, a nie małpka do sterowania. 

Odkąd tu jestem, czyli od czwartku wieczorem, wiele się wydarzyło i zapewne niewiele au pair przeszło taki test życia w ciągu pierwszych 48 godzin. 
Mamy nie było, bo była na konferencji w Arizonie, więc na placu boju zostałam ja, tata i dziewczyny. Mniej więcej dwie godziny po moim przyjeździe dołączyli do nas pielęgniarze i chirurg na SORze, bo młodsza upadła i rozcięła sobie wargę i dziąsło (patrz: krzyk, krew, płacz, stres, przerażenie). Tata z nią w szpitalu, a ja w domu kąpałam i kładłam spać starszą. Chwała Panu, że starsza jest niezwykle otwartym dzieckiem, które bardzo szybko mnie zaakceptowało. 
Pierdyliard szwów w buzi nie pomagają nawiązać kontaktu i więzi z dwuipółlatką, która i bez tego jest raczej bardziej na nie, niż na tak.

____EDIT
Zapomniałam zacytować mój ulubiony fragment wycieczki do NYC!
Młodsza: Daddy, where I have my summer?
Daddy: Your summer is all around you!

HOW SWEET IS THAT?! Było coś jeszcze, ale już nie pamiętam ;)
____

Właśnie kończy się mój trzeci dzień pobytu w tej rodzinie i mimo wielu przeciwności, szalonego szczeniaka, humorów dzieciaków i dodatkowo fizycznego zmęczenia to lubię tu być, cieszę się na nadchodzącą pracę i wir obowiązków. Będzie ciężko, ale będzie warto.

A wiecie dlaczego...? Bo pod nosem nie śpi Dusze Japko. 

Ta niedziela była pod znakiem wycieczki do miasta. Za cel postawiliśmy Museum of Modern Arts (MoMA), ale za późno się wybraliśmy (drzemka młodszej), a poza tym było otwarcie jakiejś super ekstra wystawy, więc założyliśmy, że będzie tam mnóstwo ludzi.
Zamiast tego pojechaliśmy do Chinatown na obiad. Chyba nigdy nie próbowałam tylu nowych rzeczy na raz. Nie robiłam zdjęć, bo tak głupio, ale próbowałam różnych pierogów (m.in. z kaczką, chińską pietruszką, bambusem, krewetkami, jakąś zieleniną, na słodko z żółtkiem jajka), makaronu z brokułem, baby corn, sezamem i fasolą mung, brokuła na parze, sajgonek, jakiś dziwnych zawijańców w sosie sojowym i kulek sojowych. Brzmi jak niemożliwe do przejedzenia, ale na troje dorosłych i siedmiolatkę to nie tak dużo. Zwłaszcza, że wszystkiego było po 3-6 kawałków, a to są niewielkie rzeczy. Oczywiście i tak się najadłam, że zrezygnowałam z kolacji dzisiaj. Było warto, tyle wam powiem. 
Nie mam dużo zdjęć, bo nasza wycieczka obejmowała tylko restaurację w Chinatown, spacer aż do Little Italy i powrót do auta. 
Nowy Jork? Dokładnie taki, jaki sobie wyobrażałam. Czułam się tam zdecydowanie na miejscu, nawet nie było wielkiego "WOW", a raczej "welcome home". Lubię myśleć w ten sposób, może NYC kiedyś stanie się moim domem, kto wie. 
Ja wiem na pewno, że odkrywanie miasta będzie niezwykłe, fascynujące i nigdy mi się nie znudzi.
Poniżej trochę fotek, a co! 

Vito Corleone

Wierzcie mi, że ostatnią rzeczą jakiej się spodziewałam w Chinatown, był taki kościół.


5 East Broadway - na jedzonko!

Park między Chinatown a Little Italy


Na dobranoc niech będzie coś kojącego nerwy. Obejrzyjcie też teledysk!



sobota, 11 października 2014

środa, 8 października 2014

Podróż, szkolenie i pierwsze wrażenia

W Hiltonie w Meadowlands fajne są łóżka i fotel prezesa. Wszystko poza tym jest zwyczajne. Nie ekscytujcie się za bardzo.
W pokojach są ręczniki, suszarka, żel pod prysznic, szampon itp. Nie zapomnijcie przejściówek, są po złotówce na allegro.
Pobudka jest o 6:00, śniadanie trwa do 7:50 i od 8:00 do 16/17 są zajęcia. Na zajęciach trzeba się uporać z super uśmiechniętymi paniami, które są sympatyczne i ich rady będą na pewno bardzo pomocne, ale czasami ma się już powyżej uszu ich optymizmu. Wiem, że nie brzmi to najlepiej, ale uwierzcie mi. Pojechałam z optymistycznym nastawieniem i po pierwszej sesji (do lunchu) byłam zachwycona. Potem ten uśmiech zaczął przeszkadzać.
Au Pair są podzieleni na grupy (każda grupa ma inny kolor). W czasie zajęć odgrywa się scenki, odpowiada na pytania i za to dana grupa/kolor dostaje punkty. A potem są nagrody... Na początku powiedziano, że nagrody są super wspaniałe i je pokochamy.
Nagrodą była torba wielokrotnego użytku z logo AuPairCare warta $3. Welcome to the coutry of sarcasm.

Generalnie szkolenie jest spoko, dużo się dowiedziałam, niektóre informacje rozwiały resztki wątpliwości i pomogły mi przygotować się na jutrzejsze spotkanie z rodziną. Ale są tysiące małych rzeczy, które sprawiają, że chce się wyjechać z Meadowlands jak najszybciej i jak najdalej się da. 

Przed szkoleniem była podróż... Moja z przygodami :)
Ok. 1 w nocy wyjechaliśmy z rodzicami z Radomia i ok. 4:35 byliśmy na Balicach. Odprawa, pożegnanie, jestem w samolocie. Po dwóch godzinach nadal jestem w samolocie, ale nie we Frankfurcie tylko... nadal w Krakowie. Mgła była tak gęsta, że pilot i kontrolerzy lotu nie wypuścili tego rejsu w powietrze. Było pewne, że przegapię swój lot do NYC. Wróciliśmy na halę odlotów i dopiero o 11:30 zabrano nas ponownie na pokład o równo o 12 wylecieliśmy do Frankfurtu. Następny lot na JFK był dopiero o 17:50. Grzecznie poczekałam, zjadłam obiad w azjatyckiej restauracji i o 18:15 byłam już w powietrzu.
Planowo, bo o 19:50 EST wylądowaliśmy na lotnisku JFK. W kolejce do urzędnika imigracyjnego czekałam 1h15min, żeby dowiedzieć się, że nawet jeśli nie mam nic do zadeklarowania (w samolocie zaoferują wam karteczkę z Custom Declaration) to i tak muszę ja wypełnić. Na szczęście Pan Ogarniający Lotnisko pozwolił mi wrócić pod okienko i nie musiałam stać jeszcze raz w tej ogromnej kolejce. Przeszłam, odebrałam bagaż i chyba o 22:20 wsiadłam dopiero do auta, które zawiozło mnie (i przesympatyczną Lydię z Islandii) do East Ruthford, NJ. 

Wiecie co mnie uderzyło? Urzędnik imigracyjny, który miał władzę co do tego czy mogę wejść na teren Stanów Zjednoczonych czy nie, ledwo mówił po angielsku. Prawie go nie rozumiałam, a to on miał zdecydować czy godnam stąpać po amerykańskiej ziemi. To było co najmniej dziwne. Ale taka chyba już jest Ameryka... 

Pierwsze wrażenia? Nie mam! Znaczy: jest cudownie. Sama świadomość przebywania w USA napawa mnie optymizmem. 
Nie widziałam jeszcze NYC, bo po pierwsze wycieczka z APC kosztuje $46 i jest to tylko oglądanie Manhattanu z autokaru (który wczoraj rozkraczył się po drodze i ci, którzy pojechali mieli jeszcze mniej czasu na zwiedzanie). Jest możliwość wykupienia transportu do/z Time Square i kosztuje to $30. Nie, dzięki. Pojadę w przyszłym tygodniu za $15 w dwie strony i zobaczę to, co chcę i będę miała na to caaaaały dzień, a nie trzy godziny po super męczącym tygodniu szkolenia. 
Za chwilę wybiorę się darmowym busem na obiad w centrum East Ruthford - kilka knajp. WallMart (love) itp. 

Nie ma zdjęć, bo nie było co fotografować. Chciałam zrobić zdjęcie Met Life Stadium (Go Giants! Go!) nocą, ale nie wyszło. Skyline NYC wygląda słabo, więc też wam odpuszczę. Wygooglujcie sobie ;]


To co? Jakaś nowojorska nuta na dobranoc?