piątek, 19 grudnia 2014

You'd be surprised how many people want to hang an electric chair on their living-room wall. Specially if the background color matches the drapes

Stało się.
Po dwudziestu dwóch latach wmawiania sobie, że sztuka wizualna mnie nie interesuje, ale nie przeczę, że na pewno jest pasjonująca, poszłam w odwiedziny do Museum of Modern Arts w naszym pięknym Jorku Nowym.
Zakochałam się na zabój. Miłość od pierwszego wejrzenia, motyle w brzuchu and all that jazz.

Po trzech latach studiowania kierunku, który oficjalnie nazywał się "kulturoznawstwo" dopiero w MoMA zdałam sobie sprawę co to naprawdę znaczy. Szłam przez te pokoje i wcale nie czułam się obco. Znajome obrazy, znajome nazwiska, poczucie bycia w odpowiednim miejscu i czasie. Wierzcie lub nie, ale nigdy bym się tego po sobie nie spodziewała.
Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że po wejściu do sali, gdzie wystawiono prace Roberta Gobera (umywalki przywieszone do ściany wyrysowanej penisami) nie pomyślałam "co za dureń" tylko "wow!".
Nadal nie jestem fanką oglądania sera zrobionego z wosku i oblepionego ludzkimi włosami i nazywania tego wysoką formą sztuki, ale zamiast zupełnie to odrzucać wolę się zastanowić po co, dlaczego, co autor chciał powiedzieć i czy w ogóle chciał coś przez to powiedzieć. Traktuję to jako zagwostkę, problem to rozwiązania w swoim własnym umyśle.

W MoMA są też prace artystów, których zna każdy. Van Gogh, Monet, Lichtenstein (mój ulubiony!), Warhol (to jego cytuję w tytule posta) i wielu, wielu innych. Bardzo chcę wrócić do tego muzeum, ale tym razem po lekturze przewodnika i z większym zapleczem teoretycznym. A na pewno z większą ilością czasu na zwiedzanie.
Bilet do MoMA kosztuje $25, ale z kartą Bank of America w pierwszy weekend miesiąca można wejść za darmo.

Najbliższą sobotę spędzę z Olą w SoHo, gdzie planujemy zobaczyć muzeum i galerię, ale o tym innym razem.
Plan na Święta jest taki, że Wigilię spędzam z hostami (i dziadkami), po południu dołączają Karolina i Honorata na posiadówę w stylu polskim. 25.12 pojedziemy do Nowego Jorku się poszwędać, ja jeszcze odwiedzę ulubiony kościół franciszkanów. Sylwester zapowiada się w New Rochelle, NY u innej Karoliny. W planie filmy, TV, gotowanie i %. Miałam plan iść na Time Square, ale żeby dostać się w miarę blisko sceny to trzeba tam być od rana, policja zamyka całą okolicę, nie można wnosić dużych plecaków/torebek, obowiązuję bezwzględny zakaz spożywania alkoholu (czyli nawet szampan na powitanie Nowego Roku nie wchodzi w grę). Wszystko cacy, tylko czy na pewno chciałabym spędzić ten wieczór stojąc ściśnięta między milionem ludzi na małej przestrzeni, stojąc w zimnie cały dzień tylko po to, żeby zobaczyć słynną kulę, odliczać na głos do północy i posikać się z radości podczas występu One Direction? No chyba raczej nie.



okładki płyt The Beatles w MoMA! 






dziecko stało i patrzyło, a ja chciałam krzyczeć. 






I na koniec zespół, który lubię od zawsze (no prawie), a ostatnio jakoś więcej go słucham :)




4 komentarze:

  1. Patrzcie jak Ty mądrzejesz w tym Newym Jorku a ja tak głupieję w tej Kalafiornii. Tęsknię i umarłabym ze szczęścia na święta i sylwka z Tobą :<

    OdpowiedzUsuń
  2. Alez mi narobilas ochoty na odwiedzenie MoMA ta notka! I jaka radosc, gdy przeczytalam o tej karcie Bank of America <3
    Zazdroszcze, ze juz masz plany na Sylwka! Ja jedyne co wiem, to to, ze tez nie zamierzam witac Nowego Roku w Nowym Jorku, z tych samych przyczyn. A jak u Ciebie z tesknota w tym okresie, w ktorym najczesciej lapie au pairki?

    OdpowiedzUsuń
  3. umywalka z penisami brzmi obiecująco!

    OdpowiedzUsuń