Mam najlepszą rodzinę goszczącą na świecie.
Dziękuję.
Dobranoc.
sobota, 11 października 2014
środa, 8 października 2014
Podróż, szkolenie i pierwsze wrażenia
W Hiltonie w Meadowlands fajne są łóżka i fotel prezesa. Wszystko poza tym jest zwyczajne. Nie ekscytujcie się za bardzo.
W pokojach są ręczniki, suszarka, żel pod prysznic, szampon itp. Nie zapomnijcie przejściówek, są po złotówce na allegro.
Pobudka jest o 6:00, śniadanie trwa do 7:50 i od 8:00 do 16/17 są zajęcia. Na zajęciach trzeba się uporać z super uśmiechniętymi paniami, które są sympatyczne i ich rady będą na pewno bardzo pomocne, ale czasami ma się już powyżej uszu ich optymizmu. Wiem, że nie brzmi to najlepiej, ale uwierzcie mi. Pojechałam z optymistycznym nastawieniem i po pierwszej sesji (do lunchu) byłam zachwycona. Potem ten uśmiech zaczął przeszkadzać.
Au Pair są podzieleni na grupy (każda grupa ma inny kolor). W czasie zajęć odgrywa się scenki, odpowiada na pytania i za to dana grupa/kolor dostaje punkty. A potem są nagrody... Na początku powiedziano, że nagrody są super wspaniałe i je pokochamy.
Nagrodą była torba wielokrotnego użytku z logo AuPairCare warta $3. Welcome to the coutry of sarcasm.
Generalnie szkolenie jest spoko, dużo się dowiedziałam, niektóre informacje rozwiały resztki wątpliwości i pomogły mi przygotować się na jutrzejsze spotkanie z rodziną. Ale są tysiące małych rzeczy, które sprawiają, że chce się wyjechać z Meadowlands jak najszybciej i jak najdalej się da.
Przed szkoleniem była podróż... Moja z przygodami :)
Ok. 1 w nocy wyjechaliśmy z rodzicami z Radomia i ok. 4:35 byliśmy na Balicach. Odprawa, pożegnanie, jestem w samolocie. Po dwóch godzinach nadal jestem w samolocie, ale nie we Frankfurcie tylko... nadal w Krakowie. Mgła była tak gęsta, że pilot i kontrolerzy lotu nie wypuścili tego rejsu w powietrze. Było pewne, że przegapię swój lot do NYC. Wróciliśmy na halę odlotów i dopiero o 11:30 zabrano nas ponownie na pokład o równo o 12 wylecieliśmy do Frankfurtu. Następny lot na JFK był dopiero o 17:50. Grzecznie poczekałam, zjadłam obiad w azjatyckiej restauracji i o 18:15 byłam już w powietrzu.
Planowo, bo o 19:50 EST wylądowaliśmy na lotnisku JFK. W kolejce do urzędnika imigracyjnego czekałam 1h15min, żeby dowiedzieć się, że nawet jeśli nie mam nic do zadeklarowania (w samolocie zaoferują wam karteczkę z Custom Declaration) to i tak muszę ja wypełnić. Na szczęście Pan Ogarniający Lotnisko pozwolił mi wrócić pod okienko i nie musiałam stać jeszcze raz w tej ogromnej kolejce. Przeszłam, odebrałam bagaż i chyba o 22:20 wsiadłam dopiero do auta, które zawiozło mnie (i przesympatyczną Lydię z Islandii) do East Ruthford, NJ.
Wiecie co mnie uderzyło? Urzędnik imigracyjny, który miał władzę co do tego czy mogę wejść na teren Stanów Zjednoczonych czy nie, ledwo mówił po angielsku. Prawie go nie rozumiałam, a to on miał zdecydować czy godnam stąpać po amerykańskiej ziemi. To było co najmniej dziwne. Ale taka chyba już jest Ameryka...
Pierwsze wrażenia? Nie mam! Znaczy: jest cudownie. Sama świadomość przebywania w USA napawa mnie optymizmem.
Nie widziałam jeszcze NYC, bo po pierwsze wycieczka z APC kosztuje $46 i jest to tylko oglądanie Manhattanu z autokaru (który wczoraj rozkraczył się po drodze i ci, którzy pojechali mieli jeszcze mniej czasu na zwiedzanie). Jest możliwość wykupienia transportu do/z Time Square i kosztuje to $30. Nie, dzięki. Pojadę w przyszłym tygodniu za $15 w dwie strony i zobaczę to, co chcę i będę miała na to caaaaały dzień, a nie trzy godziny po super męczącym tygodniu szkolenia.
Za chwilę wybiorę się darmowym busem na obiad w centrum East Ruthford - kilka knajp. WallMart (love) itp.
Nie ma zdjęć, bo nie było co fotografować. Chciałam zrobić zdjęcie Met Life Stadium (Go Giants! Go!) nocą, ale nie wyszło. Skyline NYC wygląda słabo, więc też wam odpuszczę. Wygooglujcie sobie ;]
To co? Jakaś nowojorska nuta na dobranoc?
niedziela, 28 września 2014
Let me sign this for you // ostatnie dwa tygdonie
Się podziało...
14 dni przed wyjazdem
Po pierwsze to dostałam wizę, więc jest spoko. Oczywiście niepotrzebnie się stresowałam, bo w Ambasadzie wszystko idzie na luzie, nie ma spiny, pracownicy i konsul byli super uprzejmi, pomocni i w ogóle wszystko było jak z bajki,
O ile ktoś ma dziwne bajki.
Spotkanie miałam umówione na 8:00, na Piękną dotarłam kwadrans przed i już była kolejka przed wejściem. Potem kontrola (ja wszystko zostawiłam koleżance, więc tylko przeszłam przez bramkę i już), pytanie jaki jest mój cel wizyty w USA i pierwsze sprawdzenie dokumentów. Następnie jeszcze inna Pani sprawdziła moje dokumenty, uroczy Pan z Ameryki wziął ode mnie odciski palców i dał numerek (11 albo 13, nie pamiętam). Pan Vice Konsul oczekiwał na mnie za kuloodporną szybą, zaświecił łysinką i rozpoczął rozmowę. Pochwaliłam to jak poprawnie przeczytał moje nazwisko (a nie jest ono najprostsze dla obcokrajowców), żeby trochę wkupić się w jego łaski.
Zapytał mnie skąd znam program Au Pair, czy mówię po angielsku. Po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzi poprosił, abym po angielsku opowiedziała mu kim są moi hości, w jakim wieku są dzieci, czy planuję uczyć się w Stanach, kto zapłaci za moje kursy i czy znam swoje prawa w USA.
Następnie powiedział jedno piękne zdanie "Let me sign this for you. Remember to show it on US border."
Zanim zdążyłam zabrać swoje dokumenty za mną stała już kolejna osoba starająca się o wizę.
Odtańczyłam taniec radości na schodach (mam nadzieję, że nie sięgały tam kamery) i radosnym krokiem udałam się w stronę Placu Trzech Krzyży, aby w spokoju wypić kawę w Starbucksie ;)
7 dni przed wyjazdem
Ostatnie chwile w domu przepełnione są wieloma wydarzeniami. W niedzielę wpadł Kuba "na jeden dzień". Tak wyszło, że tylko wtedy moglibyśmy się zobaczyć no i padło, że Radom to świetne miejsce spotkań. Kuba się zasiedział do czwartku, a w poniedziałek wieczorem dołączyli Dorota i Robert. (FYI: wspomniana trójca to moi znajomi z roku ;) tacy lepsiejsi znajomi hahaha).
W czwartek zabrałam się z całą gromadką do Krakowa i jestem tu do teraz, czyli niedzielnego popołudnia.
Czas w Krakowie minął pod znakiem spacerków, spotkań i pożegnań. Myślałam, że będzie gorzej i smutniej, ale jakoś się trzymam. Chyba to jeszcze do mnie nie dociera, że jadę na długo, bo za bardzo jestem tym podekscytowana. Poza tym jest Internet, jest Skype... Ostatnio znalazłam stary zeszyt do niemieckiego, gdzie miałam wymienione zalety powszechności sieci - "odległości kurczą się". Czy to nie jest piękne wyrażenie, które doskonale opisuje moją/naszą sytuację?
Poza tym to wreszcie kupiłam walizki na przecenie w sklepie w Radomiu. Obie są z polisroliplastiku - te twarde. Duża jest niebieska, mała żółta. Duża z VIP Collection, a mała z Wittchen. Zamek TSA oczywiście też jest.
Mam też prezenty dla dziewczynek. Starsza (7 lat) dostanie mapę świata w kształcie puzzli. Wprawdzie podpisy są po polsku, ale więcej tam obrazków niż napisów. Poza tym R. to sprytna bestia i na pewno jakoś wymyślimy, żeby poznała te nazwy też po angielsku. Młodsza (prawie 3 lata) dostanie też puzzle, ale takie do łączenia w pary, gdzie jedna część to cyfra, a druga to jakieś małe obrazki w liczbie odpowiadającej cyfrze. Chcę dokupić jeszcze drewniane klocki dla niej i zestaw kredek dla jej starszej siostry. Rodzicom kupię album o Polsce, płytę z polskim jazzem i jakieś słodycze. Nie wiem gdzie ja to zmieszczę, bo sama mapa dla starszej jest ogromna. Najpierw kupiłam, potem pomyślałam. Cóż, bywa.
Z drugiej strony to nie potrzebuję jakoś dużo rzeczy w Maplewood. Trochę ciuchów, ale w NJ przecież nie ma podatku na ubrania, więc będzie taniej. Buty jakieś tam mam, ale to jedne na nogi, a pozostałe trzy pary jakoś upcham. Kosmetyków też nie biorę dużo, bo to niepotrzebny ciężar.
Wszystko się upcha, co ma się nie upchać...
Ostatni tydzień w Polsce!! Za siedem dni będę już spakowana i gotowa do drogi. Musimy wyjechać o 1-2 w nocy, żeby dojechać na Balice. W dzień jedzie się trzy godziny. Lot mam o 6:35, więc zgaduję, że powinnam być na miejscu ok. 4:30.
Sialalalala, RADOM JAZDA!
Pioseneczka na koniec? ;) Brytyjscy YouTuberzy nagrali piosenkę, żeby wspomóc Comic Relief. Lubię i YouTuberów, i Comic Relief, i zespół oryginalnie wykonujący ten utwór czyli McFly. Polubcie i wy!
PS. Caspar Lee jest moją najnowszą miłością.
14 dni przed wyjazdem
Po pierwsze to dostałam wizę, więc jest spoko. Oczywiście niepotrzebnie się stresowałam, bo w Ambasadzie wszystko idzie na luzie, nie ma spiny, pracownicy i konsul byli super uprzejmi, pomocni i w ogóle wszystko było jak z bajki,
O ile ktoś ma dziwne bajki.
Spotkanie miałam umówione na 8:00, na Piękną dotarłam kwadrans przed i już była kolejka przed wejściem. Potem kontrola (ja wszystko zostawiłam koleżance, więc tylko przeszłam przez bramkę i już), pytanie jaki jest mój cel wizyty w USA i pierwsze sprawdzenie dokumentów. Następnie jeszcze inna Pani sprawdziła moje dokumenty, uroczy Pan z Ameryki wziął ode mnie odciski palców i dał numerek (11 albo 13, nie pamiętam). Pan Vice Konsul oczekiwał na mnie za kuloodporną szybą, zaświecił łysinką i rozpoczął rozmowę. Pochwaliłam to jak poprawnie przeczytał moje nazwisko (a nie jest ono najprostsze dla obcokrajowców), żeby trochę wkupić się w jego łaski.
Zapytał mnie skąd znam program Au Pair, czy mówię po angielsku. Po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzi poprosił, abym po angielsku opowiedziała mu kim są moi hości, w jakim wieku są dzieci, czy planuję uczyć się w Stanach, kto zapłaci za moje kursy i czy znam swoje prawa w USA.
Następnie powiedział jedno piękne zdanie "Let me sign this for you. Remember to show it on US border."
Zanim zdążyłam zabrać swoje dokumenty za mną stała już kolejna osoba starająca się o wizę.
Odtańczyłam taniec radości na schodach (mam nadzieję, że nie sięgały tam kamery) i radosnym krokiem udałam się w stronę Placu Trzech Krzyży, aby w spokoju wypić kawę w Starbucksie ;)
7 dni przed wyjazdem
Ostatnie chwile w domu przepełnione są wieloma wydarzeniami. W niedzielę wpadł Kuba "na jeden dzień". Tak wyszło, że tylko wtedy moglibyśmy się zobaczyć no i padło, że Radom to świetne miejsce spotkań. Kuba się zasiedział do czwartku, a w poniedziałek wieczorem dołączyli Dorota i Robert. (FYI: wspomniana trójca to moi znajomi z roku ;) tacy lepsiejsi znajomi hahaha).
![]() |
| Przesyłamy kisski dla Ewy popijając lokalne radomskie piwo. Zabiją mnie za to zdjęcie. |
W czwartek zabrałam się z całą gromadką do Krakowa i jestem tu do teraz, czyli niedzielnego popołudnia.
Czas w Krakowie minął pod znakiem spacerków, spotkań i pożegnań. Myślałam, że będzie gorzej i smutniej, ale jakoś się trzymam. Chyba to jeszcze do mnie nie dociera, że jadę na długo, bo za bardzo jestem tym podekscytowana. Poza tym jest Internet, jest Skype... Ostatnio znalazłam stary zeszyt do niemieckiego, gdzie miałam wymienione zalety powszechności sieci - "odległości kurczą się". Czy to nie jest piękne wyrażenie, które doskonale opisuje moją/naszą sytuację?
Poza tym to wreszcie kupiłam walizki na przecenie w sklepie w Radomiu. Obie są z polisroliplastiku - te twarde. Duża jest niebieska, mała żółta. Duża z VIP Collection, a mała z Wittchen. Zamek TSA oczywiście też jest.
Mam też prezenty dla dziewczynek. Starsza (7 lat) dostanie mapę świata w kształcie puzzli. Wprawdzie podpisy są po polsku, ale więcej tam obrazków niż napisów. Poza tym R. to sprytna bestia i na pewno jakoś wymyślimy, żeby poznała te nazwy też po angielsku. Młodsza (prawie 3 lata) dostanie też puzzle, ale takie do łączenia w pary, gdzie jedna część to cyfra, a druga to jakieś małe obrazki w liczbie odpowiadającej cyfrze. Chcę dokupić jeszcze drewniane klocki dla niej i zestaw kredek dla jej starszej siostry. Rodzicom kupię album o Polsce, płytę z polskim jazzem i jakieś słodycze. Nie wiem gdzie ja to zmieszczę, bo sama mapa dla starszej jest ogromna. Najpierw kupiłam, potem pomyślałam. Cóż, bywa.
Z drugiej strony to nie potrzebuję jakoś dużo rzeczy w Maplewood. Trochę ciuchów, ale w NJ przecież nie ma podatku na ubrania, więc będzie taniej. Buty jakieś tam mam, ale to jedne na nogi, a pozostałe trzy pary jakoś upcham. Kosmetyków też nie biorę dużo, bo to niepotrzebny ciężar.
Wszystko się upcha, co ma się nie upchać...
![]() |
| Album o Polsce, mapa świata w formie puzzli, puzzle edukacyjne, pokrowiec na laptopa i kołczan prawilności. Łupy z Krakowa :) |
Ostatni tydzień w Polsce!! Za siedem dni będę już spakowana i gotowa do drogi. Musimy wyjechać o 1-2 w nocy, żeby dojechać na Balice. W dzień jedzie się trzy godziny. Lot mam o 6:35, więc zgaduję, że powinnam być na miejscu ok. 4:30.
Sialalalala, RADOM JAZDA!
Pioseneczka na koniec? ;) Brytyjscy YouTuberzy nagrali piosenkę, żeby wspomóc Comic Relief. Lubię i YouTuberów, i Comic Relief, i zespół oryginalnie wykonujący ten utwór czyli McFly. Polubcie i wy!
PS. Caspar Lee jest moją najnowszą miłością.
środa, 3 września 2014
I've got twenty dollars in my po-cket
Wybaczcie częstotliwość wpisów, ale nudzi mi się niemiłosiernie. Obejrzałam już wszystkie sezony F.R.I.E.N.D.S., powtórnie obejrzałam komedie romantyczne, które mam na kompie, zostało mi poważne kino, ale kiedy tak się człowiekowi dłuży czas to nie powinien oglądać nic, co wyreżyserował Jim Jarmusch. Z całą moją sympatią do jego filmów, oczywiście.
W świecie internetów istnieje sobie taki kanał na YouTube połączony z blogiem, który prowadzi(ł) pewien sympatyczny Francuz. Romain, bo o nim mowa, nagrał kilkanaście świetnych filmików o życiu au pair w Bostonie, MA. Nie tylko są bardzo pomocne w uzmysłowieniu sobie czym tak naprawdę jest praca au pair, ale są prześmieszne. Przynajmniej dla mnie. Polecam sobie obczaić jego filmiki tutaj.
Jest jeszcze taka dziewczyna z Francji, która zamieściła filmik Best and Worst Things About Being an Au Pair. Na luzie opowiada co i jak. Przy tym jest do granic możliwości urocza!
Dla wszystkich, którzy planują dopiero wyjazd polecam dołączyć do grupy 'Polskie Au Pair w USA' na niezastąpionym fejsiku. Są tam ludzie, którzy dopiero myślą o wyjeździe, ci co w pocie czoła przechodzą proces aplikacji i ci, którzy już są w USA i znają odpowiedzi na pytania tych wcześniej ;) Przyznam, że dopiero po znalezieniu rodziny zaczęłam czytać o czym ludzie piszą na tej grupie. Najbardziej lubię wspólne narady, kiedy ktoś przedstawia potencjalną host family z lokalizacją i zaczyna się czy warto, czy nie za ciężko, o co zapytać itp. Czasami obecne au pair podrzucą historię o super fajnych/super złych rodzinach. Można naprawdę dużo się dowiedzieć! I wszyscy mają blogi! No dobra, nie wszyscy, ale dużo osób.
Obejrzałam ostatnio 'New York I Love You'. Kto jeszcze nie oglądał to proszę natychmiast nadrobić! Na zachętę powiem Bradley Cooper, Natalie Portman, Justin Bartha, Orlando Bloom, Robin Wright... No ludzie mili. Dla samych walorów wizualnych warto poświęcić te 1,5 godziny :)
A dla wszystkich au pair polecam 'Nanny's Diaries'. To tak w temacie ostatniej rozmowy na fejsbuku o randkach z Amerykanami.
Nowa pozycja na bucket list:
W świecie internetów istnieje sobie taki kanał na YouTube połączony z blogiem, który prowadzi(ł) pewien sympatyczny Francuz. Romain, bo o nim mowa, nagrał kilkanaście świetnych filmików o życiu au pair w Bostonie, MA. Nie tylko są bardzo pomocne w uzmysłowieniu sobie czym tak naprawdę jest praca au pair, ale są prześmieszne. Przynajmniej dla mnie. Polecam sobie obczaić jego filmiki tutaj.
Jest jeszcze taka dziewczyna z Francji, która zamieściła filmik Best and Worst Things About Being an Au Pair. Na luzie opowiada co i jak. Przy tym jest do granic możliwości urocza!
Dla wszystkich, którzy planują dopiero wyjazd polecam dołączyć do grupy 'Polskie Au Pair w USA' na niezastąpionym fejsiku. Są tam ludzie, którzy dopiero myślą o wyjeździe, ci co w pocie czoła przechodzą proces aplikacji i ci, którzy już są w USA i znają odpowiedzi na pytania tych wcześniej ;) Przyznam, że dopiero po znalezieniu rodziny zaczęłam czytać o czym ludzie piszą na tej grupie. Najbardziej lubię wspólne narady, kiedy ktoś przedstawia potencjalną host family z lokalizacją i zaczyna się czy warto, czy nie za ciężko, o co zapytać itp. Czasami obecne au pair podrzucą historię o super fajnych/super złych rodzinach. Można naprawdę dużo się dowiedzieć! I wszyscy mają blogi! No dobra, nie wszyscy, ale dużo osób.
Obejrzałam ostatnio 'New York I Love You'. Kto jeszcze nie oglądał to proszę natychmiast nadrobić! Na zachętę powiem Bradley Cooper, Natalie Portman, Justin Bartha, Orlando Bloom, Robin Wright... No ludzie mili. Dla samych walorów wizualnych warto poświęcić te 1,5 godziny :)
A dla wszystkich au pair polecam 'Nanny's Diaries'. To tak w temacie ostatniej rozmowy na fejsbuku o randkach z Amerykanami.
Nowa pozycja na bucket list:
środa, 27 sierpnia 2014
Umarłam ze słodkości / wiza?
Host mama wysłała mi filmik, w którym dziewczynki mnie pozdrawiają (młodsza mówi coś w stylu "Nima" zamiast Paulina). Starsza opowiada, że na basenie jest super, że można dostać dobrą kawę i pyszne pączki, a ona bardzo lubi pączki.
Kocham te dzieci, serio. Jeszcze bardziej nie mogę doczekać się wyjazdu!
Poczyniłam kolejny krok w tym kierunku i umówiłam się na spotkanie wizowe na 19 września na 8:00. Odwiedza ktoś wtedy Piękną 12 w Warszawie? Albo będzie w tych okolicach w stolicy naszego pięknego kraju i ma ochotę na au pairowe ploteczki przy kawie? Chętnie was poznam! :)
Co do wypełniania wniosku wizowego. Polska agencja na 100% wyśle wam poradnik. Na stronie Ambasady wszystko jest wyjaśnione. Trzeba podejść do tego spokojnie, czytać wszystko uważnie i nie przejmować się, bo można edytować swój wniosek. Jeśli wykonujecie przelew to pamiętajcie, że Ambasada podaje wam polski numer konta, na który trzeba wysłać opłatę za wydanie wizy. Niech was nie zmylą Swifty i BICi. Mnie i Ewę zmyliły, ale mnie przywrócił do porządku bank, który zasugerował, że być może chcę wykonać przelew krajowy.
Zaraz się okaże, że nikogo nic nie zmyliło i jesteśmy po prostu nieogarami razy miliard.
Miałam jeszcze problem ze zdjęciem. Po załadowaniu wszystko było cacy, ale po kliknięciu "use that photo" czy czegoś podobnego moja facjata była cała w pikselach. Nie wiedziałam czy to tak ma być czy może ja coś sknociłam. Pani Agata z GAWO uspokoiła mnie, że spoko luz - na wizie będzie cacy.
Tja, o ile ktokolwiek wygląda cacy na zdjęciu wizowym...
![]() |
| Duru na zdjęciu wizowym. |
Jakby ktoś potrzebował pomocy to służę. Niewiele wiem, ale mam to za sobą i wiem, że czasami ma się bardzo głupie pytania (pozdrawiam dziewczyny i chłopaków z grupy na fejsie! :). NIE MA GŁUPICH PYTAŃ. Wszyscy wiemy jak ważne jest poprawne wypełnienie wniosku wizowego. Lepiej dwieście razy dopytać niż potem żałować.
Inna rzecz to taka, że chcę kupić sobie aparat fotograficzny, ale zupełnie się na tym nie znam. Chciałabym taki, który będzie dość mały i którym można robić zdjęcia bez uprzedniego ustawiania go na milion opcji. Mam taki Olympusa, który niby jest fajny, ale jeszcze nie udało mi się zrobić nim dobrego zdjęcia, a mam go 7 lat (o rany, ale jestem stara). Czytałam coś w sieci, ale nie wiem czy postawić ponownie na zwykłą cyfrówkę za ok. 300 zł czy może dołożyć trochę i kupić taki bardziej skomplikowany, który (według mojej wiedzy laika) jest takim pośredniakiem między "małpką", a lustrzanką. HELP
Muszę przestać planować wydawanie pieniędzy, serio.
Na dobranoc piosenka z lat 90-tych. 1D popełniło cover tejże i tylko jedną rzecz robią fajniej: wymawiają 'dirtbag'. O mamo.
Ale oryginał z Jasonem Biggsem (American Pie) w teledysku wygrywa wszystko.
Aaaa... Po prawej stronie na dole można dołączyć do listy czytelniczej bloga i otrzymywać powiadomienia o nowych notkach na swoim profilu na bloggerze. Zachęcam! Sama dodaję coraz więcej blogów. Można zobaczyć mój profil i zapoznać się z blogami, które obserwuję. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


